Nadrabskie sieweczki

Do dzisiaj pamiętam swoje pierwsze spotkanie z sieweczką rzeczną. Było to na początku kwietnia 2012 roku, w czasie, gdy zaczynałem fotografować ptaki. Pierwszym odczuciem po spotkaniu było zdziwienie, że istnieje ptak który porusza się w tak zabawny sposób. Sieweczki mają nietypowy chód, który ciężko opisać słowami: wiecznie zgarbione przebierają równo nogami w pogoni za bezkręgowcami czającymi się między kamieniami na brzegach Raby. U tego ptaka na pewno rzucają się w oczy pomarańczowe „okulary”, które u samca są grubsze i intensywniej zabarwione. Reszta szaty ma najpewniej charakter maskujący i bywa, że będąc kilka metrów od tej siewki nie widać jej na tle kamieni, do których jest niesamowicie podobna, gdy stoi w bezruchu.

sie22ob

Sieweczka rzeczna

Kolejny raz sieweczki udało mi się zaobserwować pół kilometra dalej, w dole rzeki. Szybko okazało się, że para zamieszkująca wysepkę ma tam gniazdo z trzema złożonymi jajami. Sporo czasu spędziłem na obserwacjach, przy okazji których udało mi się zrobić trochę zdjęć. Ptaki podczas żerowania okazały się być mało płochliwe i nie musiałem się maskować, wystarczyło położyć się plackiem na żwirze i podczołgać się do żerującego ptaka. Bywało, że na niebie pojawiała się sylwetka ptaka drapieżnego. Siewka wtedy podbiegała do mnie na odległość kilkudziesięciu centymetrów i kuliła się do podłoża. Widać miała świadomość, że drapieżnik nie zaatakuje jej w mojej obecności.

Martwiło mnie, czy ptakom uda się dochować lęgu, bo przez wysepkę w słoneczną pogodę przewijali się ludzie w różnych celach. Całe szczęście, że nie mogły tam wjechać terenówki, bo bez wątpienia dołek z jajami byłby rozjechany. Podobny los spotkał gniazdo sieweczek na plaży, gdzie wydobywany jest żwir.

sie31bddd

Tokująca para

Z początkiem czerwca wsiadłem na rower i pojechałem na wysepkę zobaczyć, czy młode się wykluły. Na miejscu zastałem starą sieweczkę wydziobującą bezkręgowce z zamulonego żwiru, ale wzrok skierowałem za nią, gdzie biegały trzy młode. Miały w sobie mnóstwo energii i ani chwili nie potrafiły usiedzieć w miejscu, a gdy rozbiegały się za bardzo po okolicy, rodzic przywoływał je donośnym piskiem. Zrobiłem wtedy kilka zdjęć i zadowolony wróciłem do domu. Nie znam dalszego losu tych ptaków, ale wierzę, że rozleciały się po świecie całe i zdrowe.

n8_ddad

Pisklak sieweczki

Kolejny rok nie był obfity w spotkania. Obserwowałem co prawda toki i kopulację, a nawet budowę gniazda na jednej z plaż, ale obfite majowe deszcze spowodowały gwałtowne podniesienie się poziomu wody i plażę po prostu zalało. Tego roku więcej już ich nie spotkałem na odcinku Raby, na którym działam.

Tokujące sieweczki rzeczne

Samiec prezentujący się samicy

Przełom nastąpił w 2014 roku po konkretnej powodzi, podczas której Raba wyszła z koryta zalewając pobliskie pola i łąki. Woda w końcu opadła i odsłoniła nowo powstałe wysepki i brzegi, i tym samym przybyło sporo miejsc, które sieweczki mogły uznać za dobre do budowy gniazda. Pojawiły się również brodźce piskliwe, na które zaplanowałem kolejną zasiadkę. Rozłożyłem swoje maskowanie w miejscu, w którym je ostatnio widziałem i cierpliwie czekałem. Nie minęło dużo czasu, gdy na plaży pojawiła się para sieweczek rzecznych. Sporo czasu zwiedzały okolicę, po czym wzięły się do żerowania. Za jakiś czas wróciłem w to miejsce, a siewki dalej tam były, co oznaczało, że podoba im się ten teren. Mało tego, para natychmiast przystąpiła do toków i budowy gniazda, mimo że była to druga połowa czerwca. Spędziłem kilka dni oglądając ich zwyczaje godowe. Ciągle był to podobny schemat. Samiec szukał miejsca odpowiedniego na dołek gniazdowy, po czym rozpoczynał budowę kładąc się na piersi i wyrzucając nogami kamienie. Wydawał przy tym głośne piski, żeby przywabić do siebie samicę. Jeżeli spodobało się jej miejsce na gniazdo, siadała na nim, a samiec przykrywał ją rozłożonym jak wachlarz ogonem. Trwało to jakiś czas, aż samica wstała i czekała aż wskoczy na nią samiec. Szedł on pewnym krokiem do samicy i przystawał kilka centymetrów od niej. Sieweczki mają oczy rozmieszczone po bokach głowy i prawdopodobnie nie widzą tego co jest tuż przed nimi, więc samiec wymachiwał nogami na wszystkie strony szukając „na czuja” samicy. Na koniec wskakiwał na partnerkę i przez dłuższy czas siedział na jej grzbiecie utrzymując równowagę ruchami skrzydeł.

sie42cob

Akt miłosny

W międzyczasie kilometr dalej zlokalizowałem drugą, a później trzecią parę lęgową.  Ptaki upodobały sobie odsłonięte wysepki na środku koryta Raby, co okazało się dla nich zgubne. Zaraz po tym, jak wzięły się do budowy dołków gniazdowych ludzie zaczęli kręcić się wokół wysepek. Podczas fotografowania starałem się jak mogłem zawracać ludzi wchodzących na teren lęgowy, wywołując u nich przeróżne reakcje. Niektórzy zwracali się do mnie z życzliwością, inni za nic nie mogli zrozumieć czym przeszkadzają ptakom gdy chodzą tuż przy gnieździe.

Raz byłem świadkiem bardzo ciekawej sytuacji. Na wysepkę przyleciała druga para sieweczek chcących zająć teren. Gospodarze przeganiali konkurencję kilka godzin bez przerwy biegając i latając za intruzami. Wydawały przy tym przeróżne gwizdy i trele, podobne do tych, które wydaje samiec podczas lotów tokowych. Z całej akcji mam niewiele zdjęć, bo ptaki poruszały się szybko i chaotycznie podrywając się w powietrze w najmniej oczekiwanym momencie.

sie37dad

Walka o atrakcyjny kawałek terytorium

Przez kolejne dni psy spacerowiczów płoszyły siewki a terenówki rozjeżdżały napoczęte dołki gniazdowe. Nie mogłem być w okolicy 24 godziny na dobę, więc zmontowałem tablicę ostrzegawczą i zamocowałem ją na płyciźnie przed wysepką. Niestety ludzie całkowicie ją olewali i w końcu zdewastowali. Gniazda z jajami zostały zniszczone. Długo zastanawiałem się czy mogłem zrobić coś więcej, żeby ochronić lęgi, ale nie wpadłem na żaden sensowny pomysł.

sie24dad

Samiec podczas budowy dołka gniazdowego

Niedługo po zniszczeniu gniazd zaczęły się obfite ulewy. Poziom wody na Rabie znacznie się podniósł i wysepki kompletnie zalało. Dotarło do mnie, że nawet jeśli ludzie nie zdewastowaliby lęgów to wymyłaby je woda. A może to natura chciała pokazać, że los tych ptaków był przesądzony, a ja nic nie mogłem w tej sprawie zdziałać? Marne pocieszenie.

Sieweczki jakiś czas po tym wszystkim kręciły się po okolicy, ale nie widząc szans na powtórzenie lęgów poleciały w świat. Do zobaczenia za rok…

strzałka do góry