Mazurskie zielonki

Od dawna marzyłem o sfotografowaniu zielonki. Niestety na południu Polski jest ubogo w ten gatunek. Okazja trafiła się na drugim końcu kraju, gdzie wyjechałem w drugiej połowie czerwca. Mazury powaliły mnie na kolana bogactwem gatunków i ich zagęszczeniem. Nieustannie z każdej strony świata było słychać klangor żurawi a na byle oczku wodnym gdakały zielonki i kwiliły wodniki.

Pierwsza zasiadka była zaplanowana na łyskę. Ułożyłem się w spodniobutach pod siatką maskującą na dosyć sporym oczku wodnym porośniętym na brzegach pałką wodną. Łyski okazały się być strasznie płochliwe i byle ruch obiektywu sprawiał, że uciekały w szuwary. Całkiem przez przypadek znalazłem jednak żerowisko zielonki. Samiec chwilę pochodził po nawodnej roślinności, po czym zniknął w pałce.

awdawd

Samiec zielonki prezentujący pierś

Następnego dnia ustawiłem się przy tym miejscu. Pół metra wody wykluczyło zasiadkę na leżąco, a siedzieć też nie miałem na czym, więc czatowałem na klęczkach.
Zaraz po wejściu pod siatkę zauważyłem zbliżającą się do mnie łyskę, która wpłynęła w pas pałki wodnej przede mną i zniknęła mi z oczu. Kilka minut później coś zaczęło się ruszać w szuwarach przede mną. Pomyślałem że to łyska i przygotowałem się do sesji. Byłem pozytywnie zaskoczony, gdy zamiast niej na przedpole wyskoczyła zielonka. Samiec powoli chodził po glonach wybierając z wody drobne bezkręgowce. Gdy zbyt mocno się zapadał, podnosił delikatnie skrzydła. Widać nie chciał zamoczyć niepotrzebnie piór.

awdaw

Czerwone oczy przykuwają uwagę

Zielonka dokładnie przeszukała przedpole i przepłynęła w pałkę wodną rosnącą za moimi plecami. Pijawki nie dawały mi żyć. Co chwilę musiałem je strząsać ze spodniobutów po których się na mnie wspinały. Do tego komary, lodowata woda i pełny pęcherz zmusiły mnie do skończenia zasiadki. Zrobiłem przed tym jeszcze kilka zdjęć żab, które wspólnie z kumakami dawały wieczorne koncerty.

strzałka do góry