Krótko o etyce w fotografii przyrodniczej

Bardzo ważnym zagadnieniem w fotografii przyrodniczej jest etyka fotografowania. Szczególnie kiedy fotografujemy istoty żywe jak zwierzęta, grzyby, drzewa i tym podobne. Należy mieć świadomość, że każde nasze działanie, nie tylko w lesie, czy nad rzeką, niesie za sobą jakieś konsekwencje w świecie przyrody. Zawsze mamy na nią większy lub mniejszy wpływ.

W przypadku fotografii przyrodniczej może to być zarówno deptanie leśnej ścioły, obłamywanie gałązek, płoszenie zwierząt, czy kopanie dołu pod czatownię, jak również rzeczy najprostsze, nad którymi nikt się nie zastanawia. Mało kto przecież myśli jak wpływa na przyrodę robiąc sobie do lasu kanapkę ze sklepową szynką. Hodowla przemysłowa zwierząt mięsnych bardzo silnie oddziałuje na środowisko, to fakt powszechnie znany. A co z paliwem, które spalamy dojeżdżając na miejsce? Co z nieprzemakalnymi ubraniami z tekstyliów, drogimi aparatami, które zawierają w sobie spore ilości metali szlachetnych? To naprawdę szczegóły. Pomijane drobnostki, które sumarycznie tworzą nasz wpływ na środowisko naturalne. To oddziaływanie jest niezaprzeczalnie wielkie i mając świadomość naszego szkodliwego działania na naturę, niewłaściwym jest bezsensowne dokładanie cegiełek w postaci nieetycznych zachowań wobec przyrody, którą każdy fotograf przyrody powinien kochać i chronić, bo wierzę, że to właśnie z miłości do natury zajmujemy się tą sztuką.

Na ile etycznie zachowuje się osoba, która zaburza naturalne zachowania zwierząt, zmieniając ich środowisko i dyktując warunki przetrwania, walcząc tym samym z selekcją naturalną, która jest narzędziem samej Natury? Powszechne wykładanie dziesiątek, a może i setek kilogramów, zależnie od zawziętości fotografa, marketowego mięsa lub przydrożnej padliny dla zwabienia ptaków drapieżnych i innych ścierwojadów na pewno należy do takich praktyk. Tworzenie sztucznych skupisk padlinożerców w tym samym miejscu przez cały sezon jesienno-zimowy, często przeciągający się aż do późnej wiosny, nigdy nie będzie tym samym, co sporadycznie pojawiający się pokarm w różnych miejscach. Również ilość podrzucanego mięsa jest nieporównywalnie większa niż ta, która może występować naturalnie. Ktoś broniący tego typu praktyk może powiedzieć, że przecież świat i tak jest już zmieniony i niewiele w nim naturalnego. Czy to jest argument na pogłębianie tego stanu? Na razie brak jest badań i udokumentowanych negatywnych skutków takich działań, lecz z pewnością jest to znaczna i zupełnie niepotrzebna ingerencja w procesy, których spora część fotografów po prostu nie rozumie. Nie potrafią jeszcze skojarzyć, że wspieranie przeżywalności pewnego gatunku niesie za sobą reakcję innych organizmów, które są z nim ściśle związane. Najprostszy możliwy przykład? Jastrząb – jego ofiary. Nie wspomnę już o wpływie na migracje gatunków, czy wątpliwej jakości mięsa z hodowli przemysłowych, które w wypadku dokarmiania w okresie lęgowym ptaków drapieżnych jedzą również pisklęta.

A co z aspektem artystycznym takich zdjęć? Warto powołać się tutaj, może nieco dla żartu, na definicję z Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Opisuje ona utwór, jako każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Czy zdjęcia zrobione w opisany wcześniej sposób, kiedy obecnie panuje powszechna moda na takie praktyki, mają indywidualny charakter? Myszołów siedzący na kiju lub nisko przelatujący, jastrząb siedzący niczym kura na ziemi i tak dalej. To wszystko to już wielokrotnie pokazane, powtarzalne ujęcia, których osoba o zdrowym podejściu do fotografii ma już nieco dosyć. Tym bardziej, że już wiemy, w jaki sposób te zdjęcia powstają. Czy tworzenie setek podobnych zdjęć na przygotowanym przed czatownią placu zabaw dla ptaków drapieżnych, zbudowanym ze sztucznie wyglądających kijów i pniaków wyłożonych na równo przystrzyżonej trawie jest jeszcze przejawem sztuki?

Został tu opisany tylko jeden przypadek, ale przykłady można mnożyć. Wabienie sów na żywe przynęty, podkładanie akwiariów z rybkami dla zimorodków, nieodpowiedzialne fotografowanie przy ptasich gniazdach, nagminne wabienie ptaków głosem, zdjęcia przepłoszonych przez fotografa zwierząt, znaczne obcinanie roślinności dookoła fotografowanego grzyba i tak dalej. To wszystko nie powinno mieć miejsca, kiedy mówimy o etycznej fotografii przyrodniczej. Ważnym jest, aby w tej profesji nie zgubić się w rozumieniu terminu ,,fotografia przyrodnicza’’, który oznacza fotografowanie przyrody taką, jaka jest i jaka dookoła nas istnieje. Można tu oczywiście manipulować głębią ostrości, kompozycją, postprodukcją w programach graficznych, ale to już zupełnie inna sprawa. Prawdziwa artystyczna fotografia przyrodnicza w reporterskim wydaniu jest dokumentacją zjawisk i obiektów przyrodniczych, a nie prowokacją sztucznych sytuacji, w szkodliwy dla natury sposób.

Tymoteusz Podwyszyński, w marcu 2018 r.